Sok roślinny

Article

January 28, 2023

Sap to minialbum amerykańskiej grupy rockowej Alice in Chains, wydany w 1992 roku. Na płycie znalazł się materiał pozostały po sesjach demo organizowanych przez reżysera Camerona Crowe'a na potrzeby ścieżki dźwiękowej do filmu The Lonely Ones. Utwory nie pasowały do ​​hardrockowego stylu Alice in Chains, zaprezentowanego na debiutanckim albumie Facelift (1990), ale zespół zdecydował się je zachować i samodzielnie wydać mini-płytę. W nagraniu wzięli udział muzycy z Seattle, Ann Wilson, Chris Cornell i Mark Arm. Sap ukazał się w okresie rozkwitu popularności grunge i mimo braku aktywnej kampanii reklamowej do 1994 roku otrzymał status „złota” przez Recording Industry Association of America. Album był niespodzianką dla słuchaczy, którzy nie spodziewali się uduchowionych akustycznych ballad po heavy metalowym zespole. Następnie Sap został uznany za ważny kamień milowy w rozwoju grupy, bez którego kolejny pełnometrażowy album Dirt (1992), uważany za najwyższe osiągnięcie Alice in Chains, nie byłby możliwy. Druga runda popularności Sap nastąpiła w 1995 roku, kiedy kompozycja „Got Me Wrong” zabrzmiała w komedii „Clerks” Kevina Smitha. Album został wznowiony, a piosenka wspięła się na siódme miejsce na amerykańskiej liście rockowych singli.

Ścieżka dźwiękowa do „Singli”

W przeciwieństwie do pierwszego albumu grupy Facelift, który ukazał się po podpisaniu kontraktu z wytwórnią Columbia Records, kolejny minialbum pojawił się przede wszystkim za sprawą amerykańskiego reżysera i scenarzysty filmowego Camerona Crowe'a. Crowe kochał muzykę od dzieciństwa iw wieku 15 lat został krytykiem muzycznym, dostając pracę w magazynie Rolling Stone. W 1982 roku napisał scenariusz do filmu Szybkie zmiany w Ridgemont High School na podstawie wydanej rok wcześniej książki Crowe'a. Komedia młodzieżowa o życiu licealistów w Los Angeles była impulsem do rozwoju kariery Foresta Whitakera, Seana Penna i Jennifer Jason Leigh. W 1989 roku Crowe po raz pierwszy znalazł się w reżyserskim fotelu, a wyreżyserowana przez niego komedia romantyczna „Say Something” została uznana za jeden z najlepszych filmów roku. Po sukcesie swojego debiutanckiego filmu Crowe rozpoczął pracę nad scenariuszem do kolejnego obrazu. Reżyser dobrze znał scenę muzyczną Seattle, nie tylko dlatego, że pracował jako felietonista muzyczny; podczas kręcenia Quick Change w 1982 roku poznał gitarzystę Heart Nancy Wilson i pobrali się w 1986 roku. Kiedy frontman lokalnego zespołu Mother Love Bone, Andrew Wood, zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków w marcu 1990 roku, Crowe nie umknął uwadze. Był pod wrażeniem spójności sceny grunge i postanowił uczynić z niej tło dla swojego nowego filmu. Jednym z głównych bohaterów był lokalny muzyk fikcyjnego zespołu Citizen Dick (Citizen Member). Do akompaniamentu muzycznego potrzebna była odpowiednia ścieżka dźwiękowa, więc Crowe zwrócił się do lokalnych zespołów o nagranie kilku piosenek i występy epizodyczne. Alice in Chains, która niedawno wydała swój pierwszy album Facelift i była na trasie koncertowej wspierającej go, stała się jednym z pretendentów do udziału w filmie. „Cameron chciał piosenki i zgodziliśmy się, że da nam pieniądze na nagranie dziesięciu piosenek. Specjalnie napompowaliśmy budżet. Tak powstała piosenka „Would?”, ale nagraliśmy też kilka innych rzeczy – wspomina gitarzysta Jerry Cantrell. 17 kwietnia 1991 roku - krótko po zakończeniu europejskiej trasy koncertowej Megadeth - nakręcono sceny, w których muzycy wykonują „Would?”, piosenkę wybraną przez Camerona Crowe'a do filmu. Już w maju 1991 roku Alice in Chains powróciła na koncerty, dołączając do thrash metalowych zespołów „Wielkiej Czwórki” na trasie „Clash of the Titans” po Stanach Zjednoczonych. Prem' era komedii romantycznej Crowe'a „Single” miała miejsce 10 września 1992 roku w hotelu Park Plaza w Los Angeles; Na prezentacji wystąpili Alice in Chains i Pearl Jam, którzy wystąpili w filmie jako oni sami.

Ewidencja szczątków materialnych

Po zakończeniu półtorarocznej trasy koncertowej zespół zastanawiał się, co zrobić z materiałem pozostałym z sesji demo "Odynaka". Muzykom spodobały się akustyczne kompozycje, ale nie pasowały one do stylu grupy. Zespół znalazł się w ślepym zaułku: nie chciał w ogóle stracić tych utworów, ale raczej nie dotrwał też do następnego albumu. Pomysł wydania minialbumu i jego nazwa przyszła do Seana Kinneya w nieoczekiwany sposób – we śnie. Perkusista śnił, że Alice in Chains dawała konferencję prasową z okazji wydania minialbumu: „One [piosenki] były łagodniejsze niż nasz inny materiał, więc we śnie płyta nazywała się Sap, ponieważ była bardzo soczysty." Grupa zainspirowana pomysłem postanowiła samodzielnie wyprodukować i wydać EP-kę. Korzystając z przerwy w napiętym harmonogramie koncertów, Alice in Chains zarezerwowała dobrze znane studio London Bridge w Seattle na półtora tygodnia w listopadzie 1991 roku. Właściciel studia Rick Parashar był inżynierem dźwięku i współproducentem albumu, wspomaganym przez inżynierów dźwięku Dave'a Hillisa i Jonathana Pluma. Nagranie przebiegło bardzo sprawnie i zajęło pięć dni. Trzy z czterech utworów były gotowe od czasu sesji demo dla „Singli”, więc pozostało tylko ich ponowne zmiksowanie. Należy zauważyć, że Mike Starr nalegał na ponowne nagranie jednej z partii basowych, którą wcześniej wykonywał Jerry Cantrell, ponieważ bał się, że jego matka usłyszy piosenkę i powie: „To nie ty grasz!”. Rick Parashar utrzymywał w studiu żelazną dyscyplinę, więc muzycy byli skupieni na nagrywaniu i nie pozwalali sobie na imprezy. Narkotyki też nie wchodziły w grę, bo ich zagorzałym przeciwnikiem był właściciel studia. Jednak Dave Hillis, który znał Lane'a Staleya z czasów prób w klubie Music Bank, zauważył zmiany w zachowaniu starego znajomego: stał się bardziej wycofany i spokojny, rzadziej pojawiał się w studiu, a czasami zamykał się w łazience na dłużej niż zwykle. Chociaż najprawdopodobniej w tym czasie Staley był już uzależniony od heroiny, ludzie wokół niego mogli tylko zgadywać. Kiedy nagrywanie piosenek było prawie ukończone, Jerry'emu Cantrellowi przyszło do głowy zaprosić do studia znanych rockmanów z Seattle, aby również oni pojawili się na albumie. Grupa doceniła pracę Heart i Soundgarden, więc gitarzyści o imieniu Ann Wilson i Chris Cornell, a także Mark Arm z Mudhoney, zaproponowali udział w nagraniu. Co zaskakujące, wszyscy trzej zgodzili się i byli w studiu w ciągu godziny. Anne Wilson wykonała chórki w piosenkach „Brother” i „Am I Inside”. Kiedy pracowała nad piosenką, Sean Kinney odważył się poprosić wokalistę o dodanie frazy „Whoah, Barracuda” z przeboju o tym samym tytule, Heart, na koniec utworu. Wilson spokojnie zdjęła słuchawki, usiadła obok Kinneya i powiedziała: „Słuchaj, kiedy będziesz zmęczony graniem„ Man in the Box ”za dziesięć lat, przynajmniej będziesz szczęśliwy, jeśli zostaniesz poproszony o zaśpiewanie ” Man in the Box” na końcu czyjejś piosenki”, po czym Kinney więcej nie zadawał takich pytań. Liderzy Soundgarden, Mudhoney i Alice in Chains wykonali piosenkę „Right Turn”. Mark Arm był szczególnie zaskoczony zaproszeniem, ponieważ nie uważał się za silnego wokalistę, a z całej grupy znał tylko Lane'a Staleya. Na tle Cornella i Staleya Arm był wyraźnie zdenerwowany, ale był w stanie poradzić sobie z zadaniem. „Głos Marka w „Right Turn” przyprawia mnie o gęsią skórkę. Przypomina głos śmierci” – wspomina Cantrell. W przypadku Cornella wszystko potoczyło się na odwrót: w przeciwieństwie do niepewnego Arm, frontman Soundgarden zamierzał śpiewać w swoim charakterystycznym, energetycznym stylu, więc inżynierowie dźwięku musieli pracować, aby osiągnąć spokojniejszy i bardziej uduchowiony występ. W końcu członkowie Alice in Chains pozwolili sobie na małe „chuligaństwo”. Pewnego dnia, zamiast nagrywać, zespół grał cały dzień i skończyło się na zagraniu jednej nowej „piosenki”. Lane Staley usiadł za perkusją, Jerry Cantrell i Mike Starr wymienili się gitarami, a Sean Kinney usiadł przy pianinie i zaśpiewał piosenkę, którą postanowili nazwać „Love Song”. Jonathan Plum, który spędził poprzednią noc i cały ranek na ustawianiu mikrofonów do zestawu perkusyjnego, był wręcz zirytowany: „To było śmieszne… To znaczy, oni po prostu dobrze się bawili, a ja czułem się źle z powodu czasu i wysiłku, które poświęcono w tym. aby perkusja brzmiała idealnie. I napisali tę idiotyczną piosenkę. To był tylko żart. Nie mieli nic do roboty. Nie wiem, dlaczego to zrobili – po prostu to zrobili”. Jerry Cantrell wspominał, że pomysł na piątą piosenkę należał do Seana Kinneya: „Generalnie podświadomość Seana odegrała dużą rolę w tym projekcie”.

Wydanie minialbumu i reedycja w formie kolekcji

Tytuł albumu Sap, wymyślony przez Seana Kinneya, pozostał niezmieniony. Perkusista zasugerował również pomysł na zdjęcie w tle. 22 grudnia 1991 roku fotograf Ronnie Schenk, który wcześniej pracował z Alice in Chains, udał się do Griffith Park w Los Angeles i zrobił serię zdjęć starych drewnianych wiader i kranów przymocowanych do drzew. Chociaż sam Schenck wolał ujęcie czterech wiader przedstawiających członków zespołu, na okładkę wybrano jedno zdjęcie wiadra. 3 stycznia 1992 roku w Seattle odbyła się kolejna sesja zdjęciowa z grupą. Ujęcie członków zespołu oddających mocz na własne zdjęcia zrobione wcześniej przez Schenka zostało wybrane na tylną okładkę płyty. Album Sap został wydany 4 lutego 1992 roku. Nevermind Nirvany znajdowało się wówczas na szczycie listy Billboard 200, a grunge, podobnie jak cała scena muzyczna w Seattle, przeżył gwałtowny wzrost popularności. Muzycy obawiali się, że fani mogą źle przyjąć drastyczną zmianę stylu, więc wydali album bez zwykłego wsparcia i kampanii reklamowej. Do czasu premiery filmu „Clerks”, w którym zabrzmiała kompozycja „Got Me Wrong”, tylko nieliczni fani Alice in Chains wiedzieli o istnieniu tego albumu. Jerry Cantrell wspominał: „Wiele osób nie wiedziało o płycie przez dłuższy czas i zrobiliśmy to celowo. Nie chcieliśmy żadnej reklamy ani promocji, po prostu wysłaliśmy płytę do sklepów, żeby zobaczyć, czy ktoś ją w ogóle kupi. W ten sposób ludzie dowiedzieli się o płycie z ust do ust, a my uniknęlibyśmy grupki ludzi drapiących się po głowach w oszołomieniu i mówiących: „Stary, spieprzyli to”. Żadna piosenka nie została wydana jako samodzielny singiel, ale „Brother” i „Right Turn” z pojawił się na stronie B singli, wspierając drugi album Alice in Chains Dirt . Pomimo braku teledysków i trasy koncertowej, album sprzedał się w ponad 500 000 egzemplarzy do stycznia 1994 roku i uzyskał status złotej płyty przez RIAA. Kiedy w 1994 roku Alice in Chains powtórzyła eksperyment akustyczny i wydała minialbum Jar of Flies, razem z nim ukazała się składanka Jar of Flies / Sap, która zawierała pełną listę kompozycji z obu EP-ek. Druga fala zainteresowania płytą nastąpiła po premierze filmu "Clerks" (1994), w którym zagrano utwór "Got Me Wrong". Piosenka stała się prawdziwym hitem i została wydana jako singiel, a wraz z nią wznowiono cały album Sap. Singiel „Got Me Wrong” osiągnął siódme miejsce na liście Hot Mainstream Rock Tracks i dwudzieste drugie miejsce na liście Alternative Songs.

Akustyczny charakter nagrania

Podobnie jak w przypadku debiutanckiego albumu, większość piosenek na Sap została napisana przez gitarzystę Jerry'ego Cantrella. Napisał muzykę do czterech kompozycji, a do trzech stał się autorem tekstów. Inżynier dźwięku Jonathan Plum nazwał pracę w studiu „jednym aktorem”: „To tak, jakby Jerry robił wszystko [w tym zespole]… Jerry był bardzo skupiony. O ile mogłem stwierdzić, był twórczą siłą grupy i był w ciągłym napięciu. Nie należy do tych, którzy lubią rozmawiać i pytać „Jak się masz?”, więc nawet trochę się go bałam”. Jak zauważył magazyn Guitar World: „Po egzorcyzmowaniu swoich demonów Kiss i AC / DC na Facelift…, Cantrell odsłonił tajemniczą i nastrojową esencję swojej gitarowej duszy na akustycznym minialbumie”. Mimo braku jakichkolwiek nowych środków technicznych, pod względem melodii, harmonii i ogólnej koncepcji album był dla gitarzysty zauważalnym krokiem naprzód. W przeciwieństwie do debiutanckiego albumu, który był pełen „metalowych” piosenek akcji, takich jak „Man in the Box” i „It Ain't Like That”, Sap zaprezentował słuchaczom bardziej uduchowiony, akustyczny element twórczości zespołu. Alice in Chains chcieli udowodnić, że potrafią wykonywać nie tylko heavy metal, ale także muzykę w innych stylach. Do partii rytmicznych użyto klasycznej sześciostrunowej gitary i gitary akustycznej Ovation wypożyczonej od Nancy Wilson z Heart's. Cantrell zrozumiał, że napisane kompozycje nie były przeznaczone na regularne koncerty Alice in Chains, ponieważ zbyt różniły się od reszty twórczości zespołu, ale miał nadzieję, że będą częścią ich akustycznych występów. 1. Album otwiera piosenka „Brother”, którą Jerry Cantrell zadedykował swojemu młodszemu bratu Davidowi. Po rozwodzie rodziców bracia mieszkali osobno i rzadko się widywali. Dzięki tej piosence Cantrell próbował przywrócić relacje z krewnymi. Piosenka zaczyna się napiętym wstępem, kontynuuje w spokojnym tempie z kojącym wokalem Cantrella w towarzystwie gitary akustycznej i perkusji, ale kulminacją jest gitarowe solo przed ostatnią zwrotką. W Kerrangu! nazwano go „surrealistycznym hymnem z nieuchwytnymi motywami orientalnymi i zwiewnym akustycznym riffem”. 2. Drugą kompozycją był „Got Me Wrong”, również napisany przez Cantrella. Śpiewa o dziewczynie, z którą gitarzysta spotykał się krótko podczas zerwania ze swoją „prawdziwą miłością” io tym, jak często musisz tłumaczyć, że tak naprawdę nie chcesz kontynuować związku, ponieważ zostałeś źle zrozumiany. Na tle energetycznych akustycznych riffów, krótkiego gitarowego solo i rytmicznej partii perkusji głos Staleya w zwrotce brzmi spokojniej, niż zwykle; Cantrell dołącza do niego w refrenie, tworząc charakterystyczne harmonie grupy. Według Neda Raggetta z AllMusic, „Got Me Wrong” pokazał, że Alice in Chains może pozostać skuteczna przy niskim poziomie głośności. 3. Kolejnym utworem był „Right Turn”, będący efektem współpracy muzyków Alice in Chains, Soundgarden i Mudhoney. Magazyn Rock Beat nazwał „Right Turn” najlepszym utworem na albumie, zwracając uwagę na mocne teksty, połączenie niskiego głosu Staleya i „potężnych instrumentalnych wycia” Cornella. Don Kaye z Kerrang! nazwał wokal Cornella „potężnym wstrząsem kofeiny na tle przygnębionego nastroju płyty”, a samo pojawienie się lidera Soundgarden wraz z przeplataną gitarą elektryczną – „jedynym łącznikiem z typowym dla Seattle brudnym rockowym brzmieniem”. 4. Wreszcie ostatnią piosenką na liście była „Am I Inside”, tekst do którego napisał Lane Staley, śpiewając go w parze z Ann Wilson. Rock Beat zwrócił uwagę na wpływ folkowo-rockowego duetu Simon & Garfunkel , nazywając ten utwór „psychodeliczną podróżą w towarzystwie fortepianu, gitar, bongosów i ciężkich tekstów”. „Czarność to wszystko, co czuję. Tak to jest być wolnym” – śpiewał Staley. Felietonista Kerrang! wyróżnił „nawiedzony fortepian i żałobny wokal, które podnoszą uroczystą piosenkę do poziomu mrocznego, krystalicznego piękna”. Album kończy się główną nutą ukrytego utworu, w którym muzycy żartobliwie zamieniają się instrumentami, dając Seanowi Kinneyowi szansę wypróbowania roli wokalisty. Krytycy muzyczni odpowiednio zareagowali, nazywając to „starym, dobrym studyjnym żartem”, „artystyczną katastrofą”, a nawet „niepoważnym żartem”. Rock Beat zwrócił uwagę na wpływ folkowo-rockowego duetu Simon & Garfunkel , nazywając ten utwór „psychodeliczną podróżą w towarzystwie fortepianu, gitar, bongosów i ciężkich tekstów”. „Czarność to wszystko, co czuję. Tak to jest być wolnym” – śpiewał Staley. Felietonista Kerrang! wyróżnił „nawiedzony fortepian i żałobny wokal, które podnoszą uroczystą piosenkę do poziomu mrocznego, krystalicznego piękna”. Album kończy się główną nutą ukrytego utworu, w którym muzycy żartobliwie zamieniają się instrumentami, dając Seanowi Kinneyowi szansę wypróbowania roli wokalisty. Krytycy muzyczni odpowiednio zareagowali, nazywając to „starym, dobrym studyjnym żartem”, „artystyczną katastrofą”, a nawet „niepoważnym żartem”. Rock Beat zwrócił uwagę na wpływ folkowo-rockowego duetu Simon & Garfunkel , nazywając ten utwór „psychodeliczną podróżą w towarzystwie fortepianu, gitar, bongosów i ciężkich tekstów”. „Czarność to wszystko, co czuję. Tak to jest być wolnym” – śpiewał Staley. Felietonista Kerrang! wyróżnił „nawiedzony fortepian i żałobny wokal, które podnoszą uroczystą piosenkę do poziomu mrocznego, krystalicznego piękna”. Album kończy się główną nutą ukrytego utworu, w którym muzycy żartobliwie zamieniają się instrumentami, dając Seanowi Kinneyowi szansę wypróbowania roli wokalisty. Krytycy muzyczni odpowiednio zareagowali, nazywając to „starym, dobrym studyjnym żartem”, „artystyczną katastrofą”, a nawet „niepoważnym żartem”. co czuje Tak to jest być wolnym” – śpiewał Staley. Felietonista Kerrang! wyróżnił „nawiedzony fortepian i żałobny wokal, które podnoszą uroczystą piosenkę do poziomu mrocznego, krystalicznego piękna”. Album kończy się główną nutą ukrytego utworu, w którym muzycy żartobliwie zamieniają się instrumentami, dając Seanowi Kinneyowi szansę wypróbowania roli wokalisty. Krytycy muzyczni odpowiednio zareagowali, nazywając to „starym, dobrym studyjnym żartem”, „artystyczną katastrofą”, a nawet „niepoważnym żartem”. co czuje Tak to jest być wolnym” – śpiewał Staley. Felietonista Kerrang! wyróżnił „nawiedzony fortepian i żałobny wokal, które podnoszą uroczystą piosenkę do poziomu mrocznego, krystalicznego piękna”. Album kończy się główną nutą ukrytego utworu, w którym muzycy żartobliwie zamieniają się instrumentami, dając Seanowi Kinneyowi szansę wypróbowania roli wokalisty. Krytycy muzyczni odpowiednio zareagowali, nazywając to „starym, dobrym studyjnym żartem”, „artystyczną katastrofą”, a nawet „niepoważnym żartem”. dając Seanowi Kinneyowi szansę wypróbowania roli wokalisty. Krytycy muzyczni odpowiednio zareagowali, nazywając to „starym, dobrym studyjnym żartem”, „artystyczną katastrofą”, a nawet „niepoważnym żartem”. dając Seanowi Kinneyowi szansę wypróbowania roli wokalisty. Krytycy muzyczni odpowiednio zareagowali, nazywając to „starym, dobrym studyjnym żartem”, „artystyczną katastrofą”, a nawet „niepoważnym żartem”.

Krytyczne recenzje i miejsce w dyskografii grupy

Mimo sukcesu debiutanckiego albumu zespołu i wzrostu popularności grunge, zaraz po wydaniu Sap, choć nie przeszło to bez echa, przykuło uwagę zaledwie nielicznych krytyków muzycznych. Don Kaye z Kerrang! oceniło rekord „KKK” (trzy z pięciu). Sap wydawał się zbyt nieoczekiwanym odejściem od metalowych korzeni zespołu, a Kaye zasugerowała, że ​​była to jedynie „przerwa między debiutanckim wysiłkiem a nieuchronnym szumem, który będzie otaczał drugi album zespołu”. Recenzent uznał płytę za ciekawy eksperyment, który pozwolił muzykom pokazać nieoczekiwane strony ich talentu, ale taki, który zainteresuje przede wszystkim zagorzałych fanów zespołu, a nie zwykłych słuchaczy, którym Alice in Chains kojarzy się z utworem „Man in the Box” . „Co, jeśli w ogóle, oznacza, że ​​ekscentryczność tego minialbumu na następny album zespołu jest zgadywaniem” – podsumowała Kaye. K. Estlund z magazynu Rock Beat nazwał EPkę „równie dobrą, jeśli nie lepszą, niż debiut”. Zwrócił również uwagę na nieoczekiwany format akustyczny i nazwał album obowiązkową pozycją dla każdego melomana. W późniejszych krytycznych recenzjach Sap był postrzegany jako etap pośredni w drodze od pierwszego albumu Facelift do drugiego LP Dirt, który jest uważany za szczyt twórczości zespołu. Steve Huey z AllMusic ocenił to na cztery z pięciu gwiazdek, nazywając to „objawieniem, które wydaje się pośpieszne”. Według Hueya minialbum ujawnił melodyjne talenty i bardziej liryczny składnik zespołu, którego istnienia nikt wcześniej nie podejrzewał, ale cała „magia” albumu została zniweczona przez nieodpowiedni utwór bonusowy. „Sap służyło jako ostrzeżenie, że Alice in Chains było znacznie głębsze, niż mogłoby się wydawać na ich debiutanckim albumie, i wskazywało na potencjał, który zostanie zrealizowany na Dirt” – podsumował recenzent. Magazyn Metal Hammer nazwał Sap „dziką kartą”, zauważając, że niewiele zespołów i wytwórni płytowych odważyłoby się wydać akustyczne ballady po udanej płycie metalowej. Minialbum został nazwany „odważnym, ale wartościowym krokiem, który pokazał, jak bardzo Alice in Chains dojrzała w krótkim czasie”. że niewiele zespołów i firm fonograficznych odważyłoby się wydać akustyczne ballady po udanej płycie metalowej. Minialbum został nazwany „odważnym, ale wartościowym krokiem, który pokazał, jak bardzo Alice in Chains dojrzała w krótkim czasie”. że niewiele zespołów i firm fonograficznych odważyłoby się wydać akustyczne ballady po udanej płycie metalowej. Minialbum został nazwany „odważnym, ale wartościowym krokiem, który pokazał, jak bardzo Alice in Chains dojrzała w krótkim czasie”.

Lista kompozycji

Nagrywanie uczestników

Notatki

literatura

Brackett N., Hoard CD [1] - Simon and Schuster, 2004. - 930 s. — ISBN 9780743201698. Zarchiwizowane od oryginału w dniu 6 marca 2022 r. Brown J. [2] — Rock 'N' Roll Books, 2010. — ISBN 0-9726142-6-5. Zarchiwizowane od oryginału w dniu 17 listopada 2021 r. De Sola D. Alice in Chains: The Untold Story. — Thomas Dunne Books, 2010. — 470 s. — ISBN 9781466848399. Henderson J. [3] — Roaring Forties Press. — 2016 r. — 144 s. — ISBN 9781938901591. Zarchiwizowane od oryginału w dniu 3 marca 2022 r. Larkin C. [4] — Omnibus Press, 2011. — 1600 s. — ISBN 978-1561592371. Zarchiwizowane od oryginału w dniu 9 grudnia 2021 r. Marks C., Weisbard E. [5] — Vintage Books, 1995. — ISBN 978-0679755746. Zarchiwizowane od oryginału w dniu 6 marca 2022 r. Prato G. [6] — ECW Press, 2010. — 478 s. — ISBN 1-5502287-7-3. Zarchiwizowane od oryginału w dniu 6 marca 2022 r

Original article in Ukrainian language